Single post

Śmieszno – straszni „Kowboje i Obcy”

 

Korzystając z wolnego wieczoru wybrałam się wczoraj na „Kowbojów i Obcych”. Po części, dla odtwarzających główne role Daniela Craiga, Harrisona Forda i Olivii Wilde, po części dla bajeranckich efektów specjalnych. Wreszcie, z ciekawości co udało się wycisnąć ze świeżego i wiele obiecującego pomysłu – obcy na Dzikim Zachodzie.

Przyznaję, że jeszcze z początkowymi sekwencjami (pierwsze 30 – 40 minut filmu) łudziłam się, że całość historii rozegra się jak u Hitchcocka – efektowne bum na początek, a potem napięcie stale rośnie. Oto, pewien mężczyzna (Daniel Craig) budzi się na kompletnym pustkowiu. Jest sam, ranny, ma dziwną metalową bransoletę na nadgarstku oraz zdjęcie jakiejś kobiety. I to by było tyle, gdyż główny bohater zdaje się nie wiedzieć kim jest i jak się tam znalazł. Niemniej, mimo, że nie szuka zwady, a chce się jedynie dowiedzieć kim jest, to jak to zwykle w filmach bywa, gdzie się nie ruszy wszędzie wpada w kolejne tarapaty. Czy to za sprawą ludzi – pułkownik Dolarhyde (Harrison Ford), czy też tytułowych Obcych.

Niestety, dalsza część filmu boleśnie rozwiała wszelkie złudzenia co do hitchcockowskiego trzęsienia ziemi, pokazując, że z Jona Favreau taki Hitchcock jak ze mnie baletnica. Co jest tym bardziej zaskakujące jeśli wziąć pod uwagę sztandarowe projekty Jona Favreau – Iron Man i Iron Man 2. Gdzie udało się wymieszać wciągającą historię, dobre aktorstwo, sporą dawkę akcji, efektów specjalnych, powagi oraz humoru. Niestety w „Kowbojach i Obcych” kuleje niemal wszystko. Opowiadana historia, jeśli nawet początkowo wciągająca, w miarę trwania filmu zaczyna drażnić i nużyć. Co więcej, całość dobijają liczne nieścisłości oraz brak wyjaśnień skąd ci Obcy na tym Dzikim Zachodzie, po co im to co wydobywają. Co do aktorstwa to filmu nie ratuje nawet cała plejada gwiazd i gwiazdek w rolach głównych i drugoplanowych – Daniel Craig, Harrison Ford, Olivia Wilde, Sam Rockwell, Clancy Brown, Keith Carradine. Zestaw jak najbardziej imponujący oraz godny uwagi, a mimo to bez przerwy coś zgrzyta, bez przerwy słychać jakieś fałszywe tony. Tak właściwie, oglądając kolejne sekwencje ataków Obcych na kowbojów nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Favreau nie miał kompletnie pomysłu w jakiej tonacji poprowadzić całość historii. W rezultacie wyszedł film, który jest zbyt poważny żeby go potraktować z przymrużeniem oka, a jednocześnie za bardzo spartaczony, żeby go odbierać na poważnie. Jeśli cokolwiek udało się w „Kowbojach i Obcych” pokazać to starą jak świat prawdę, że nic tak nie godzi i nie jednoczy zwaśnionych jak pojawienie się nowego, silniejszego wroga.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=CXKDZvaPmqc]

Jak dla mnie najnowszy film Jona Favreau idealnie nadaje się do liczącej sobie tysiące tytułów kategorii – jak zmarnować obiecujący pomysł.

Moja ocena 5/10

theme by teslathemes