Single post

Naprawdę Niesamowity Spider-Man

Ilekroć w powietrzu wisi kolejna produkcja filmowa sygnowana logo MARVEL COMICS, zawsze czekam na nią z wypiekami na twarzy. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że jestem maniakiem fantastyki (szczególnie komiksów) i to, że bohaterowie z uniwersum Marvela na dużym ekranie wypadają wręcz doskonale. Nie będę jednak ukrywał, że Spider-Man należy do jednych z najmniej lubianych przeze mnie superbohaterów. Miałem okazję obejrzeć poprzednią trylogię Sama Raimiego z Tobey’em Maguire’m i Kirsten Dunst. Można się spierać czy te filmy były dobre, czy szkoda na nie czasu, ale to (w mojej skromnej ocenie) było jeszcze przecieranie szlaku jeśli chodzi o przenoszenie marvelowskich postaci na wielki ekran. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem wzmiankę o tym, że ma powstać kolejny Spider, pomyślałem sobie: „Boże! Znowu? Co to za aktor? I w dodatku ten nowy kostium pokryty jakby łuskami…” Jakoś za cholerę nic mi tam nie pasowało. Być może byłem jeszcze „zachłyśnięty” filmami Raimiego. 3 lipca okazało się, że moje obawy były przesadzone. Co prawda znów poznajemy początki Petera Parkera (Andrew Garfield), który wychowywany przez Wuja Bena (Martin Sheen) i Ciotkę May (Sally Field), stara się odkryć powody oddania go przez rodziców pod opiekę wujostwa oraz ich tajemniczej śmierci. Poszukiwania prawdy doprowadzą Petera do doktora Curtisa Connorsa (Rhys Ifans), być może posiadającego wiedzę na temat zniknięcia jego rodziców.

Peter w filmie Webba to typowy nastolatek naszych czasów. Jest krnąbrny, nieposłuszny, niezdyscyplinowany i widać, że  brak mu ojcowskiej ręki. Nie stroni od wiedzy i gadżetów, choć traci na tym jego życie towarzyskie. Są momenty, kiedy Parker wywołuje sympatię, a czasem współczucie, ale widać, że to co robi i jak się zachowuje jest w pełni naturalne. Bardzo mi się spodobała postać wujka Bena. Jego stanowczość i autorytet jaki widział w nim Peter. O ile Sheen w Spawnie mocno mnie irytował, o tyle w najnowszej odsłonie Człowieka Pająka, wręcz bije z niego ciepło i troska zarówno o May jak i samego Petera. Słowa skierowane do Petera o wielkiej mocy i odpowiedzialności tutaj jakoś brzmią tak naturalnie, ale najbardziej spodobało mi się to co powiedział Peterowi nagrywając się na skrzynkę głosową.

Kolejny raz jesteśmy świadkami lekkomyślności Petera, w wyniku której dochodzi do tragicznej śmierci Bena, a co za tym idzie do przemiany Petera z nastoletniego nerda w herosa z krwi i kości.

Mówi się, że w przyrodzie każdy ma naturalnego wroga. Superbohater musi mieć ich co najmniej kilku. Poza drobnymi oprychami i bandytami zawsze musi się trafić jakiś szczególny. W filmach Raimiego mieliśmy obu Green Goblinów, Dr Octopusa, Sandmana czy Venoma, ale brakowało mi właśnie Lizarda i cieszę się, że Mark Webb zdecydował się pokazać nam właśnie tego drapieżnego osobnika.

Dla niewtajemniczonych w tematykę komiksów przypomnę, że Lizard to alter ego dr Connorsa, który stracił rękę. Connors wykorzystując swój geniusz, chciał odzyskać kończynę wykorzystując naturalne zdolności gadów do regeneracji. Udało mu się to, ale musiał zapłacić za to osiągnięcie zbyt wysoką cenę. Skutkiem ubocznym tej terapii była transformacja w bezlitosnego i żądnego krwi Jaszczura. Postać ta została tutaj przedstawiona w sposób ciekawy, a sam Lizard jest godnym przeciwnikiem dla Spidera.

Mamy też okazję poznać pierwszą wielką miłość Parkera – Gwen Stacy (Emma Stone). Wydaje mi się, że potencjał tej postaci nie został wykorzystany. Niby pojawia się w filmie, ale nie jest tak wyrazista jak można ją było zapamiętać z komiksów.

Gdybym jednak miał ją porównać z Mary Jane  z poprzednich filmów… No cóż… MJ to taka ciepła klucha, Gwen to dziewczyna, z którą chciałby się każdy spotykać. Muszę stwierdzić, że sceny pomiędzy Gwen i Peterem, ze wszystkimi półsłówkami i niedomówieniami między nimi, zawierają większy ładunek emocjonalny, niż wszystkie sceny z MJ ze wszystkich 3 części razem wziętych.

Między The Amazing Spider-Man, a poprzednimi filmami istnieje jedno podobieństwo. W Spider-Manie 2 w scenie z pociągiem, gdy Peter zatrzymuje wagon, ludzie stają w jego obronie przed dr. Octopusem, chcąc pomóc swojemu bohaterowi. Marc Webb w The Amazing Spider-Man daje nam coś podobnego. Kiedy ranny Spidey musi dotrzeć do wieżowca Oscorp, ojciec uratowanego wcześniej chłopca organizuje dla superbohatera wsparcie w postaci dźwigów.

Powiem szczerze, że ten reboot był Spider-Manowi bardzo potrzebny i nie spodziewałem się, że wyjdzie to tak dobrze. To wspaniała rozrywka dla osób, które chcą choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Fani Człowieka Pająka powinni docenić kreację Andrew Garfielda, która po gamoniowatym Tobey Maguirem, wnosi powiew świeżości do aktorskiego wcielenia Petera Parkera.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=A_0WBM0dJeo]

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=DbJXf24v8ak]

Plusy:

  • Film jest opowieścią bardziej o Peterze Parkerze niż o Spider-Manie. Więcej Spidera spodziewam się zobaczyć w drugiej części, której zapowiedź możecie zobaczyć w trakcie napisów końcowych. Odradzam więc wychodzenie z kina w ich trakcie
  • Akcja filmu nie nuży, a sceny walki są bardzo dynamiczne
  • Duży plus za kreację ojca Gwen kapitana Stacy’ego (Denis Leary). Jest to człowiek z zasadami, który wykonuje swoją pracę z wielkim poświęceniem. Koniec końców to on udowadnia, że prawdziwa odwaga nie musi ukrywać się za maską
  • Jedna z najfajniejszych (jak dla mnie) scen w filmie to ta, w której Spider-Man ratuje małego chłopca z samochodu zwisającego z mostu.
  • Brak Jonaha Jamesona, który w tym filmie był zbędny. Należy się go jednak spodziewać w następnych częściach
  • Świetny kostium
  • Muzyka Jamesa Hornera
  • W tym filmie znajdziecie również Stana Lee oraz dwa małe polskie akcenty.

Minusy:

  • Za mało Jaszczura ganiającego po mieście
  • Pojedynki Spider-Man vs. Lizard są zbyt krótkie i czuję niedosyt.
  • Niewykorzystany potencjał Gwen Stacy

Moja ocena: 8/10

theme by teslathemes