Single post

Niepełnosprawność to nie koniec świata

Dzisiejszy wpis dotyczy niepełnosprawności. Dyskusja na moim facebookowym profilu zainspirowała mnie do jego popełnienia, a możecie ją sobie przeczytać tutaj: https://www.facebook.com/DarthLexus/posts/10207241013685113

Zacznę jednak od początku. Otóż kiedy zaczęło się zainicjowane przeze mnie postępowanie o władzę rodzicielską nad moją małoletnią córką i bezpośrednie sprawowanie nad nią pieczy, poświęciłem swoje życie prywatne z obawy, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan, a ja i moje dziecko dostaniemy takiego strzała, że się nie pozbieramy. Rzecz jasna musiałem dokonać kalkulacji na ile mogę sobie pozwolić w ujawnianiu pewnych informacji. Musiałem też brać pod uwagę fakt, że nie wszyscy będą mi przychylni i mogą krytycznie patrzeć na moją działalność w przedmiotowej sprawie. Zaryzykowałem i z perspektywy czasu uważam, że to był dobry krok. Nieskromnie powiem, że dzięki temu mnóstwo osób zwróciło uwagę na dyskryminację dzieci i ojców w polskich sądach rodzinnych. W dyskusji, która znajduje się w całości w linku powyżej napisałem:

„Po dzisiejszym dniu dojdzie mi kolejne grono osób, które mi mówią,że jestem jak kot, który zawsze na cztery łapy spada. 😉 Odebrałem właśnie orzeczenie. Nikola ma stopień niepełnosprawności przyznany na dwa lata. Cieszę się bardzo bardzo bardzo! Za dwa tygodnie mam złożyć dokumenty o świadczenie pielęgnacyjne i zasiłek pielęgnacyjny. W międzyczasie muszę złożyć wymówienie w pracy. Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki! Jesteście kochani!”

Oprócz pozytywnych komentarzy pojawiły się również te krytyczne, ale nie boję się z nimi zmierzyć.

„Sorry, ale ja nie rozumiem jak można się cieszyć z faktu, że dziecko ma przyznany stopień niepełnosprawności, ja bym była załamana :(„

„(…) prawdziwy rodzic bierze się do roboty i ZARABIA, a nie ciągnie środki skąd popadnie. Po przeczytaniu kilku komentarzy jestem w szoku, jeszcze na psa i kota warto by było zasiłek uzyskać.”

Prawda jest taka, że każdy widzi to co chce widzieć. Ja zawsze pracowałem ciężko i uczciwie. Nikt mi na chleb nie dawał. Dlaczego miałbym być załamany stopniem niepełnosprawności mojej córki? Przecież to nie czyni jej w żaden sposób kimś gorszym, co więcej, umożliwia jej to większe możliwości rehabilitacji, a więc ma za zadanie jej pomóc. Jestem ojcem samotnie wychowującym córkę, dla której zrobiłbym wszystko by jej pomóc i czynię to na wielu płaszczyznach. Nie kradnę, nie piję, nie biorę narkotyków. Każdy grosz wydaję rozsądnie by moje dziecko miało zapewnione wszystko czego potrzebuje. Dzięki tym środkom będę mógł z Nikolką pojechać np. na turnus rehabilitacyjny, na który do tej pory nie byłoby mnie stać. I wolę sobie ostatni kęs strawy odpuścić byleby ona miała. Jeśli ktoś, kto samotnie wychowuje dziecko, nie ma możliwości uzyskania pomocy by ów rodzic mógł pracować i poza przedszkolem jest w stanie jeździć kilka razy w tygodniu na rehabilitację, a jednocześnie jest w stanie godzić to z pracą to będę pod wrażeniem. I zapewniam, że psa ani kota nie posiadam. Nawet, gdybym miał to zasiłku bym na niego nie chciał. Moja radość wynika z samego faktu, że uzyskanie dziś stopnia niepełnosprawności graniczy z cudem. Ja sam również jestem osobą niepełnosprawną. Nie kryję się z tym i nie wstydzę się o tym mówić. Jestem praktycznie jednooczny od urodzenia. Radzę sobie ze wszystkim mając tylko jedno oko sprawne. Jeśli ktoś z Was chce zobaczyć jak wygląda mój świat, zasłońcie sobie całkowicie lewe oko i spróbujcie wytrzymać z tym całkowicie zasłoniętym okiem przynajmniej tydzień czasu. Wtedy zobaczycie jak wygląda moja niepełnosprawność, z którą muszę żyć. I nie płacze nad sobą. Żyję uczciwie, nie kombinuję. A jeśli ktoś poczuł się urażony czy zniesmaczony moją ‚radością’ … Cóż, nic na to nie poradzę. Moja córka wymaga mojej aktywności w jej procesie terapeutycznym, w zapewnieniu bezpieczeństwa i pomocy w egzystencji.  Za każdym razem, gdy pani kurator nas odwiedza, próbuje mi cokolwiek doradzić, a ja zawsze jestem o tych kilka kroków do przodu (tzn. że albo już coś załatwiłem, albo jestem w trakcie), nie raz słyszałem, że jeszcze nigdy nie spotkała się z takim rodzicem, który wykazuje się taką skutecznością w działaniu, że czegokolwiek się nie dotknę to udaje mi się pozytywnie załatwić sprawę. Nawet ze znalezieniem odpowiednich specjalistów nie jest łatwo. Ludzie czekają miesiącami, a jakimś cudem udało mi się tych specjalistów uruchomić niezwykle szybko. Takie słowa zawsze są trochę budujące, ale ja nie robię tego dla siebie samego czy dla pochwał. Robię to dla mojej córki bo ją kocham nad życie i jestem za nią odpowiedzialny. Ze wszystkich sił staram się, by miała normalne życie, gdy kiedyś wejdzie w dorosły wiek. To wymaga wiele czasu, wysiłku i pełnego zaangażowania. Mógłbym chlać, ćpać i Bóg jeden wie co jeszcze robić i jak bardzo mieć na wszystko wywalone. Ale nie potrafiłbym tak żyć. Nie umiałbym żyć ze świadomością, że nie pomogłem swojemu dziecku, które wraz z jej mamą powołałem do życia. Myślę sobie, że jako rodzic spełniam wszystko co jest niezbędne dla dobra mojego dziecka. Kiedyś nawet mama Nikoli, z którą byliśmy w ogromnym konflikcie, zauważyła jakie mam podejście do naszej córuni. Ona wie, że wszystko co czynię jest dla dobra naszego dziecka, a nie mojego. I największą nagrodą dla mnie jest uśmiech Nikoli. Jej uśmiech i ta niesamowita ufność i więź emocjonalna, która nas łączy.

Życzę każdemu rodzicowi, który ma niepełnosprawne dzieci, by mieli w sobie mnóstwo miłości, siły i cierpliwości. By nie dali sobie wmówić, że ich dzieci są gorsze bo mają jakieś deficyty. By nie dali sobie wmówić, że staranie się o zasiłki to coś złego czy wstydliwego. Każde dziecko zasługuje na pomoc ze strony swoich rodziców. Pomoc z każdego źródła, nawet od państwa, w którym przyszło mu żyć.

theme by teslathemes