Single post

Wiara i ja – Cz.1

 

Na początek chciałbym, żebyście obejrzeli ten filmik. Mój komentarz do niego znajdziecie poniżej.

 

 

Możecie się ze mnie śmiać ale dla mnie to jest mocne świadectwo. Czasem, by doświadczyć obecności Boga, trzeba sięgnąć dna. Dopiero wtedy człowiek zaczyna NAPRAWDĘ wiele rzeczy rozumieć. Cieszę się, że temu człowiekowi udało się od niego odbić. Tym, którzy nieraz mówią „Co z niego za autorytet?”, gdy pojawi się ktoś z takim przesłaniem, zawsze powtarzam: Kościół instytucjonalny można i trzeba krytykować. Ale Kościół to nie tylko instytucja. To jest przede wszystkim cała wspólnota. Kościół to tak naprawdę nie jest miejsce dla świętych. To miejsce dla grzeszników. Nigdy nikogo nie zmuszam do zmiany zdania, przekonań etc. Sam jestem (niestety) rzadkim gościem w kościele. Ale wiara i modlitwa jest dla mnie czymś ważnym. Różaniec zaś… jest chyba najtrudniejszą z modlitw.

Całe moje życie jest dla mnie dowodem na to, że ktoś mnie przez nie prowadzi. Bywały w moim życiu naprawdę krytyczne momenty. Też mogłem zejść na złą drogę ale Coś/Ktoś nie pozwolił mi na to. Kilka razy w moim życiu poczucie bezsiły odbierało mi nadzieję na lepsze jutro, na zmiany w moim życiu na plus. Cierpienie tylko pogłębiało ten duchowy kryzys, który jeszcze bardziej zniechęcał mnie do wiary. Nigdy nie byłem ideałem i nigdy nim nie będę. Tak. Wiem, że napierdalam na księży, polityków i feministki 😉

Popełniłem też w swoim życiu trochę błędów i pewnie jeszcze jakieś popełnię. Ale dalej będę poszukiwał swojego miejsca w tym wszystkim – swojej drogi. Gdybym miał sam siebie zaklasyfikować, powiedziałbym, że jestem osobą wierzącą – Poszukującą. Być może tej swojej drogi będę poszukiwał do końca moich dni…

Tak na koniec… nie wiem czy kiedyś Wam o tym opowiadałem. Pamiętam pewien okres z dzieciństwa, gdy spędziłem sporo czasu u babci ojczystej. To było w latach 80-tych. Nie było internetu, komórek, Facebooka. Któregoś wieczoru zatęskniłem za rodzicami. Poszedłem więc na postój taksówek i prosiłem taksówkarza, by mnie zawiózł do domu. Nie wiem skąd się tam nagle wzięła babcia, która wyrwała mnie z rąk pijanego taksiarza. Moja babcia ojczysta wzorem do naśladowania może nie była ale dla niej byłem jej Królewiczem. Mimo to, za to co zrobiłem spuściła mi sromotny wpierdol. Dzięki temu nigdy więcej czegoś takiego nie zrobiłem. Nigdy nie winiłem jej za to, że mnie nie upilnowała. Nie było szans mnie upilnować. To jest pierwszy prawdziwy cud związany z moim życiem, który wrył mi się w pamięć.

Drugi wydarzył się, gdy miałem około 10 lat. Byłem na obozie harcerskim. Jak to na obozach harcerskich, za sprawy medyczne odpowiadała „piguła”. Otóż ta piguła, zaprosiła kiedyś cały nasz sześcioosobowy zastęp na zupę grzybową, którą sama miała przygotować. Pamiętam, że wszyscy się zgodziliśmy i wszyscy mieliśmy tam iść. Do dziś nie wiem jak to się stało, że jednak do tego namiotu piguły nie dotarliśmy. Piguła… niestety nie przeżyła tej zupy. Nie udało się jej uratować.

Mój trzeci cud trwa od 5 lat. Kukam co jakiś czas przez ramię na ten mój Cud, który śpi w łóżeczku za mną. Znacie już naszą historię…

theme by teslathemes