Single post

Kiedy tata rezygnuje z dziecka – Czy to właściwa droga?

O tym, że zarówno mama i tata są dla dziecka ważni, a obecność ich obojga w życiu dziecka jest niezbędna do jego prawidłowego rozwoju, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jest to czysty truizm i chyba każdy normalny człowiek/rodzic wie o tym doskonale. Niestety rzadko kiedy się zdarza, że rodzice rozstają się pokojowo, bez używania dzieci jako broni. Dzisiejszy wpis kieruję głównie do części ojców, chociaż mamy również zachęcam do jego lektury.

Bardzo często przy sprawach okołorozwodowych (czy w przypadku związków nieformalnych – rozstania), dochodzi do sytuacji gdy np. mama, nie chce żeby tata był obecny w życiu dziecka i robi dosłownie wszystko, żeby go wyeliminować – fałszywe oskarżenia o rzekomą przemoc, fałszywe oskarżenia o rzekome molestowanie seksualne, alienacja rodzicielska zazwyczaj kończą się całkowitą eliminacją taty z życia dziecka Dzieje się tak przy cichej aprobacie sądów, gdyż sędziowie zazwyczaj biorą pod uwagę zdanie matki sprowadzając ojca wyłącznie do roli dawcy nasienia i płatnika alimentów. Uczciwy i zaangażowany tata i tak nie ma innego wyjścia jak pójść do sądu i podjąć walkę bo co innego mu pozostaje?

Części osób słowo „walka” zapewne kojarzy się negatywnie, niemniej jednak „walka” może oznaczać również coś pozytywnego. Zmaganie się z jakimiś trudnościami, ubieganie się – w końcu składając wnioski do sądu dążymy do czegoś, o coś się ubiegamy. Walka oznacza również starania, trud, wysiłek. Myślę zatem, że nie ma sensu skupiać się dłużej na znaczeniu tego słowa, ważny jest kontekst w jakim tego słowa tutaj użyłem. Niektórzy z Was mogą powiedzieć: „No ale przecież rodzice dla dobra dziecka powinni wypracować porozumienie – choćby skały srały!”

Niestety w większości przypadków jest to tylko myślenie życzeniowe i najczęściej mówią to osoby, które nie znają realiów jakie panują w trakcie postępowania przed sądem. Praktyka i życie pokazują, że najczęściej jedna strona (niestety w tym procederze przodują matki) nie chce porozumienia, wtedy wszystko leży w gruzach i porozumienie nie jest w ogóle możliwe. Rzadko kiedy się zdarza, że to ojciec dopuszcza się np. alienacji rodzicielskiej. Co wtedy normalny człowiek robi? Ano idzie do sądu co skutkuje (zazwyczaj) jeszcze większą eskalacją konfliktu.

W ostatnim czasie na różnych facebookowych grupach zauważyłem posty ojców, którzy stanęli na samym początku batalii o zaistnienie w życiu swoich dzieci i możliwość ich wychowywania. Czytam, że już po kilku tygodniach czy miesiącach rozłąki oni mają „dość”, że się poddają i muszą „zadbać o swoje zdrowie bo zdrowie jest najważniejsze” – pytanie brzmi – czyje zdrowie? Bo z całą pewnością nie dziecka. W komentarzach pod ich wpisami lecą ochy i achy, jest poklepywanie po pleckach ze współczuciem i rzekomym „zrozumieniem”- a ja się wyłamałem i nie mam zamiaru przepraszać  za swoje słowa. To co teraz napiszę nie będzie mieć nic wspólnego z hejtem w kierunku takich osób, raczej chodzi mi o zmotywowanie do działania.

Drogi Tato.

Jeśli już na starcie się poddajesz to znaczy, że jesteś „cienki Bolek” – ojciec, który świadomie i bez walki rezygnuje z dziecka nie zasługuje na miano ojca i na to, żeby w ogóle mieć dziecko. Jeśli Ty już na starcie kapitulujesz (po kilku tygodniach) to co mają powiedzieć ci, którzy bezskutecznie walczą latami (znam takich osobiście) – a jednak się nie poddają? Co mają powiedzieć ci, którzy podjęli ten trud i jednak udało im się zabezpieczyć dziecko? Przecież też mogliby powiedzieć, że się „poddają” i wypiąć się na swoje potomstwo.

Czy za 10-20 lat będziesz umiał spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie „Tak, zrobiłem wszystko co mogłem dla swojego dziecka”? Co powiesz swojemu dziecku jeśli los sprawi, że staniecie twarzą w twarz po tych latach? Przecież po latach możesz dostać cegłą w łeb i nagle Cię olśni, że masz dziecko i co mu wtedy powiesz? „Heloł, to ja –  twój tata. Wiesz, sorry, że się nie odzywałem ale jakoś tak wyszło”? Nie rób sobie jaj i nadziei, że cokolwiek taką postawą zyskasz.

Nawet jeśli będziesz mieć rzucane kłody pod nogi, powinieneś i musisz walczyć bo jest o kogo; to jest przecież krew z Twojej krwi, Twoje geny, Twoja przyszłość, Twoje dziecko!
Nawet jeśli przegrasz tę walkę to stojąc przed lustrem nie będziesz odczuwać wstydu i zażenowania, bo nie jest wstydem przegrać; wstydem jest siedzieć na dupie i czekać aż ktoś za Ciebie wszystko zrobi. Niestety, to tak nie działa a życie nauczyło mnie, że są sytuacje gdy trzeba wziąć się w garść i zrobić wszystko co jest możliwe, aby uczynić swoje dziecko szczęśliwym.

Pamiętaj:

  • Jeśli powiesz swojemu dziecku, że „mama i sąd nie pozwolili” a jednocześnie nie wykonałeś żadnych kroków w tym kierunku to sorry ale jesteś trąba a nie tata.
  • Swoją pasywną postawą krzywdzisz swoje dziecko!
  • Taka jest rola ojca, żeby walczyć do końca a Twoje dziecko kiedyś Cię rozliczy z tego co dla niego uczyniłeś.

To taka refleksja na dziś – którą mam nadzieję co niektórzy wezmą sobie do serca. W innych przypadkach będzie ból zadków, na który nic nie poradzę.

theme by teslathemes